Wszystkie dotychczasowe skandale Pasoliniego przerosła ekranizacja nieukończonej powieści markiza de Sade'a 120 dni Sodomy. Film Salò, czyli 120 dni Sodomy (1975) nawiązuje do perwersyjnych dzieł markiza de Sade'a (także do jego esejów), lokując akcję w historii Włoch – epizodzie faszystowskiej Republiki Salo, którą Mussolini
Tytuły filmu Salo, czyli 120 dni Sodomy (1975) - Włochy, 1944 rok. Książę, bankier, biskup i sędzia organizują orgię, wykorzystując do tego lokalnych mieszkańców.
Salo, czyli 120 dni Sodomy – Czechosłowackie filmy z 1905 roku w reżyserii Shaquan Clem. Dochód: 439 091 652 $ Język: tuvalu Scenografia: Aoun Alysse Muzyka: Kavell Kaneez Scenariusz: Sibella Kedus Kostiumy: Julee Callium Zdjęcia: Kelia Keshav Budżet: 016 284 613 USD Kraj produkcji: Filipiny Premiera: 08 października 1990
Salò o le 120 giornate di Sodoma Salo, or The 120 Days of Sodom Salo ou les 120 journées de Sodome Hodnotenie filmu. ČSFD: 45
Discover 36 movie posters of Salò, or the 120 Days of Sodom (Drama) on MoviePosterDB. Login EN. × Choose your country & language
Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. Salo, czyli 120 dni Sodomy Movie Original title: Salò o le 120 giornate di Sodoma Akcja filmu rozgrywa się we Włoszech na przełomie 1944-45. W willi mieszka czterech szlachetnie urodzonych panów: sędzia, biskup, książe i bankier, a ich towarzyszkami są cztery rozwiązłe kobiety. Ludzie ci dobierają sobie ofiary do orgii, wśród miejscowej ludności. Porywają ośmioro młodych chłopców i dziewcząt. Dla młodych, niewinnych ludzi zaczynają się dni przepełnione seksualnym poniżaniem, perwersją i sadyzmem.
Gwałt to bez wątpienia jedna z największych krzywd, jakie można wyrządzić drugiemu człowiekowi. Dlatego tak trudno nam patrzeć na sceny przemocy seksualnej w filmach. Twórcy kina, świadomi siły rażenia tego motywu, często po niego sięgają – czasem dla wywołania czystego szoku, czasem, by powiedzieć o czymś ważnym. Poniżej piszę o tych scenach gwałtu, które wstrząsnęły mną najmocniej. UWAGA! Opisy filmów zawierają spoilery. Ładunek 200 (2007, A. Bałabanow) Oglądanie Ładunku 200 to zagłębianie się w najniższe kręgi piekła. Jedną z głównych bohaterek tego przerażającego rosyjskiego filmu jest Andżelika, córka lokalnego sekretarza partii z pewnej prowincjonalnej miejscowości. Dziewczyna na własne nieszczęście wpada w oko kapitanowi Żurowowi. To mężczyzna, który całym sobą uosabia degrengoladę i patologię rosyjskiej milicji; za mundurem i poważanym stanowiskiem kryje się dysfunkcyjny maminsynek, niepotrafiący stworzyć normalnej relacji z kobietą. Żurow, prawdopodobnie impotent, będzie gwałcił Andżelikę przy pomocy przedmiotów i innych ludzi: rozdziewiczy ją butelką, uwięzi we własnym mieszkaniu i zacznie „wypożyczać” swoim kolegom. Przez cały ten czas zaburzony mężczyzna będzie żalił się mamie, że Andżelika nie chce go polubić… Gwałt staje się tutaj metaforą upodlenia i rozkładu sowieckiego, komunistycznego społeczeństwa. Tym, co poraża najbardziej, są wszechobecne znieczulica i marazm. Nikt nie pomoże Andżelice, nikt nie zainteresuje się jej losem. Doglądająca dziewczyny matka oprawcy będzie się cieszyć, że jej syn w końcu znalazł sobie ukochaną. Kobieta, która w ostatnich scenach zastrzeli Żurowa, obojętnie popatrzy na przykutą do łóżka Andżelikę – a potem po prostu wyjdzie, nie uwalniając jej. Bałabanow portretuje ludzi odartych z człowieczeństwa przez system. Nędzne psy (1971, reż. S. Peckinpah) Krwawemu Samowi często zarzucano mizoginię, a jednak to temu właśnie reżyserowi udało się stworzyć jedną z najtrafniejszych filmowych wiwisekcji kultury gwałtu. W Nędznych psach kreśli on portret prowincji, w której pod płaszczykiem dewocji i praworządności kwitnie przemoc w różnych formach. Rządzi prawo silniejszego, mężczyźni są okrutni i prymitywni, a kobiety przyjmują narzucone im role obiektów seksualnych. Z tego zatęchłego miasteczka pochodzi grana przez Susan George żona głównego bohatera, w którego wcielił się Dustin Hoffman. Małżeństwo przeprowadza się w rodzinne strony kobiety i od samego początku spotyka się z ostracyzmem. Główny bohater to intelektualista, niewysoki i wątły fizycznie okularnik, co w oczach nieokrzesanych miejscowych czyni go niemęskim. W zaczepkach lokalnych facetów jest też element zazdrości, którą wywołuje „nowy”: przybywa z wielkiego świata, ma za żonę najpiękniejszą dziewczynę z ICH miasteczka – w czym okazał się lepszy od nich, że to jego wybrała? Zaczyna się zbiorowy, początkowo niewinny lincz protagonisty: pojawiają się kpiny z jego męskości, zaczepki, wreszcie przemoc fizyczna i zabicie jego kota. W końcu jeden z miejscowych macho przychodzi do domu bohatera, by korzystając z nieobecności gospodarza, brutalnie zgwałcić jego żonę, z którą w przeszłości łączyła go relacja. Tym samym nie tylko sprowadza kobietę do roli trofeum, przedmiotu („zabiorę sobie coś, co kiedyś było już moje”), ale też wkrada się na „terytorium” wroga i bezcześci je, by udowodnić, kto jest tu silniejszy. Podobne wpisy Nieznośnie długa i bolesna scena gwałtu została zmontowana równolegle z ujęciami z polowania, podczas którego główny bohater dokonuje swojego pierwszego w filmie aktu agresji: zabija ptaki. Ta podwojona eskalacja przemocy i bólu stanowi wymowny komentarz do woli niszczenia, jaka u Peckinpaha kryje się w każdym mężczyźnie. Równie przytłaczające co sam gwałt są sceny tuż po nim. Zadowolony z siebie, podbudowany we własnej męskości mąż wraca z polowania, a jego żona z jednej strony nie może się przełamać, by opowiedzieć, co się stało, z drugiej – nie potrafi udawać, że wszystko jest w porządku, co jej nieświadomy tragedii partner odczytuje jako chimery i staje się dla niej nieprzyjemny. Później para udaje się do kościoła, a kamera robi zbliżenie na powstrzymującą łzy, rozglądającą się nerwowo kobietę, przeskakując w szybkim montażu na twarze wiernych – przyjmuje tym samym perspektywę ofiary, być może szukającej w tłumie swojego oprawcy, być może zastanawiającej się, kto ze zgromadzonych mieszkańców hermetycznej społeczności wie o gwałcie i jak ona sama zostanie przez nich oceniona. Dziewczyna z tatuażem (reż. D. Fincher, 2011) Sytuacja prawna Lisbeth Salander jest nie do pozazdroszczenia. Ze względu na różne problemy i życiowe zawirowania zgodnie ze szwedzkim ustawodawstwem jest uzależniona od wyznaczonego odgórnie „opiekuna” – co czyni ją w praktyce częściowo ubezwłasnowolnioną. To kontrowersyjne prawo poddane jest w Dziewczynie z tatuażem tym większej krytyce, że „opiekun” Lisbeth w wyjątkowo obleśny sposób wymusza na dziewczynie kontakty seksualne. Szantażuje ją i zastrasza, w pełni świadom swojej przewagi nad protegowaną. W jednej ze scen gwałci ją oralnie, a udręczona i zrezygnowana postawa Lisbeth świadczy o tym, że to nie pierwszy raz, kiedy mężczyzna dopuścił się podobnego nadużycia. Najbardziej w pamięć zapada jednak późniejszy gwałt analny – wyjątkowo brutalny nawet jak na filmy Finchera. Można zarzucić tej scenie niepotrzebne epatowanie przemocą, nadanie oprawcy Lisbeth cech potwora z horroru, przekroczenie granic dobrego smaku, a nawet pewien eksploatacyjny kicz. Należy jednak docenić, że Fincher nie boi się poruszać tematów trudnych w filmach przeznaczonych dla masowego odbiorcy. Wątek molestowania seksualnego Lisbeth zwraca uwagę na przemilczany problem wykorzystywania osób niedostosowanych społecznie, który istnieje w ośrodkach opiekuńczo-wychowawczych, sierocińcach, szpitalach psychiatrycznych. Stieg Larsson opisał w swoich powieściach wadliwość szwedzkiego systemu opieki społecznej, który umożliwia opiekunom osób niedostosowanych popełnianie różnego typu nadużyć. Fincher nie zamierzał usuwać tego aspektu z wątku Lisbeth, wiedząc, jak ważny jest on dla osobowości bohaterki.
SALO: 120 Dni Sodomy Rok prod.:1976 Reżyser:Pier Paolo Pasolini Kraj prod.:Włochy / Francja Obsada:Paolo Bonacelli, Giorgio Cataldi, Umberto Paolo Quintavalle Autor recenzji:Tomasz P. Ocena autora:10 Ocena użytkowników: Głosów:102 Inne oceny redakcji:Piotr Sawicki - 6BartX - 1Lohikaarme - 6 Moralność jest czymś spoza tego świata. Właściwie jest to co Bóg nakazuje, niewłaściwe to czego Bóg zabrania. Moralność jest ważniejsza niż wszystko inne - powiedzmy, uroda albo piękna porcelana - ponieważ stoi za nią wola boska. Kto postępuje niewłaściwie i sprzeciwia się Bogu zostanie ukarany. Zasady moralne nie są po prostu praktycznymi wskazówkami jak dobrze żyć. Są imperatywami, których musimy przestrzegać. Spróbujmy wyobrazić sobie świat, pozbawiony "tradycyjnych" wartości moralnych. Czy można funkcjonować w świecie bez miłości, dobroci, poszanowanie ludzkiej godności, oraz nadziei na lepsze jutro? Zekranizowania takiej sytuacji podjął się włoski reżyser Pier Paolo Pasolini w dramacie Salo,120 dni Sodomy z 1975r. Akcja filmu rozgrywa się we Włoszech w republice Salo. Ostatnie miesiące drugiej wojny światowej obfitują w poszukiwania atrakcyjnych młodych ludzi. Wybrani spośród nich będą uczestniczyć w nieludzkiej orgii kierowanej przez czterech faszystowskich dostojników. Dygnitarze inspirowani ciągle nowymi opowieściami prostytutek będą torturować, poniżać oraz spełniać swoje najskrytsze, nawet najbardziej chore fantazje erotyczne. Pałac, w którym przebywają młodzi niewolnicy stanie się w piekłem na ziemi. Tak w kilku słowach można streścić film inspirowany powieścią M. D. Sade "120 dni Sodomy". Sade postawił w swojej książce przykrą, ale nie dającą się łatwo zignorować tezę: jeżeli chodzi o człowieka, to dobro jest tylko gorsetem narzuconym mu przez kłamstwa religii, społeczeństwo, oraz kulturę. Z natury jednak ludzie są zupełnie amoralni; jeżeli tylko nadarzy się okazja, w bezwzględny sposób zaspakajają swoje popędy: rządzę władzy, dominacji, okrucieństwa i przede wszystkim, popęd seksualny. W filmie, faszyści czując nieograniczoną władze traktują swoich poddanych jak zwierzęta. Ustalając chore prawo, obowiązujące w miejscu pobytu więźniów, ludzie stają się zwykłymi psami, z którymi można zrobić wszystko. "Salo" naprawdę przeraża i nie jest dla każdego. To co w filmie szokuje to ukazanie prawdziwego oblicza faszyzmu. Kult nadczłowieka, rasistowskie doktryny często były tylko suchymi teoriami. Podobną sytuacje obserwujemy w "SALO". Pasolini ukazując faszystów jako osoby o skłonnościach homoseksualnych stara się udowodnić, że ludzie którzy głoszą absurdalne idee, w głębi duszy są kompletnym przeciwieństwem swoich teorii. Cała kultura faszystowska w tym filmie została ośmieszona w bardzo drastyczny sposób. Dawno już nie spotkałem się filmem pozbawionym jakichkolwiek wartości moralnych, nasączonym olbrzymią dawką przemocy fizycznej i psychicznej. W tym seksualnym obozie koncentracyjnym dla wybranych, nie ma miejsca na żadną litość. Nie widzę sensu opisywania i analizowania każdej ze scen. Ten film po prostu trzeba zobaczyć, ale uprzedzam, że osoby wierzące w sprawiedliwość, i walkę dobra ze złem, będą zawiedzone. Nawet pozbawieni godności więźniowie donoszą na siebie. Dla mnie osobiście tylko ten fakt może być usprawiedliwiony, ponieważ człowiek w sytuacji bez wyjścia nie zawaha się przed niczym by ratować swoje życie. Całość uzupełnia cicha fortepianowa muzyka wywołujące uczucie zobojętnienia. Niestety kontrowersyjny reżyser Pasolini nie doczekał premiery i został zamordowany przed wejściem filmu na ekrany. Co skłoniło go do stworzenia tak makabrycznego obrazu? Wydaje mi się, że jedną z przyczyn była jego sympatia do komunizmu i chęć pokazania faszyzmu w krzywym zwierciadle. Drugi powód to zwykła prowokacja, bo czego się można było spodziewać po reżyserze, który chciał aby znaleziono go martwego, ze sterczącym penisem, ze spuszczonymi spodniami poplamionymi białą spermą, pośród zboża zabarwionego krwistoczerwoną posoką. Musisz zobaczyć ten film.
Niewiele filmów okryło się złą sławą chociażby zbliżoną do tej, jaka roztacza się wokół Salò, czyli 120 dni Sodomy. W niezliczonej liczbie rankingów zestawiających najbardziej odrażające i kontrowersyjne filmy w historii kina, luźna adaptacja opus magnum myśli de Sade’a znajduje się na pierwszych miejscach. Czy jest to pozycja zasłużona, trudno stwierdzić. W dzisiejszych czasach spazmatyczna wizja Pasoliniego nieco straciła na sile. Niewątpliwie kino pamięta filmy i okrutniejsze, i bardziej kontrowersyjne, i zdecydowanie bardziej wulgarne oraz obrzydliwe. Ba, nawet internetowe virale spod ciemnej gwiazdy potrafią wycisnąć z tematyki ekskrementów o wiele więcej, aniżeli udało się to Pasoliniemu w roku 1975 (kto słyszał o dwóch niewiastach i pewnym kubku wie, o czym mowa, nieświadomych do szukania nie zachęcam). Medialna obecność makabry nie będącej dziełem fikcji dawno przekroczyła zresztą poziom nawet najbardziej wywrotowych twórców. Splot przeróżnych okoliczności doprowadził jednak do tego, że Salò znajduje się dziś w historii filmu w tym miejscu, w którym odnajduje je większość widzów poszukujących mocnych wrażeń. Gdzieś wśród tytułów pochodzących z moralnego indeksu zakazanego, pomiędzy serią Guinea Pig, włoskimi mondo i opowieściami o kanibalach. Kontrowersji i złej sławie pomogło z pewnością nazwisko najbardziej znanego z markizów, pomogła również tajemnicza śmierć Pasoliniego, który wedle oficjalnej wersji wydarzeń został zamordowany podczas schadzki z młodzieńcem do wynajęcia. Główną rolę w kreacji mitu odegrali jednak cenzorzy, którzy zaatakowali Salò z wściekłością byka szarżującego na czerwoną płachtę. Po dziś dzień, głównie przy okazji kolejnych reedycji filmu, roztrząsane są kwestie usuniętych scen i przeróżnych montażowych ingerencji, które miałyby znacząco stonować agresję pierwotnego materiału. O fenomenie filmu świadczy chociażby to, że w momencie wycofania ze sprzedaży jednego z wydań DVD, mającego zawierać ślady usuniętych scen (kwestie praw autorskich), na portalach aukcyjnych sprzedawano zawczasu zakupione krążki nawet po sześćset dolarów. A wszystko po to, aby zobaczyć szczury usiłujące znaleźć drogę przez ciało młodej kobiety. Abstrahując jednak od wszelkich teorii i tropów, które stworzyły z Salò kinematograficznego Minotaura błądzącego po labiryncie domysłów, niedopowiedzeń i fantazji widzów zafascynowanych łabędzim jazgotem Pasoliniego, temu filmowi po prostu nie należy się taka atencja. Nawet gdyby ograniczyć się do samego rynku włoskiego tamtych czasów, 120 dni Sodomy nie było niczym wyjątkowym. Kontestacja, chociażby filmy Bellocchio (Pięści w kieszeni, Chiny są blisko), zdążyła uderzyć już z ogromną agresją w instytucję rodziny, religię, burżuazję i systemy polityczne. Natomiast na dwa lata przed premierą Salò Ferreri wraz ze swoim Wielkim żarciem zabrał głos w sprawie orgii, śmierci oraz fekaliów. Wariacja na temat de Sade’a nie była zatem samotną wyspą kontrowersji. Doskonale sprawdzała i sprawdza się ona jednak jako przykład kina, które grzebie swoje aspiracje filozoficzne pod grubą warstwą „seksu, gówna i krwi”, czyli tego, z czego zarówno Sade, jak i Pasolini byli szalenie zadowoleni. Niech żyją kajdany! Włoskiemu twórcy nie można odmówić erudycji i inteligencji. Sam pomysł na film brzmi doskonale, bo czy można zarzucić coś przewrotnemu zestawieniu faszystowskiego państwa Mussoliniego oraz mikro-państwa powołanego do życia na sto dwadzieścia dni przez de Sade’a i libertynów? I z jednej, i z drugiej strony mamy kult młodości i piękna, skrajnie odmiennie wypada jednak zderzenie faszystowskiego programu „higieny moralnej” z prawami obowiązującymi na terenie posiadłości będącej miejscem orgii. Włochy Mussoliniego zabraniały pornografii, masturbacji, prostytucji, homoseksualizmu oraz większości metod antykoncepcji. U libertynów z filmu Pasoliniego mamy do czynienia z faszyzmem postawionym na głowie. Wciąż możemy zaśpiewać Giovinezza, bo młodość jest jak najbardziej w cenie, ale prawo moralne ulega przebiegunowaniu. Dewiacje stają się nakazami, wypracowane przez społeczeństwo normy zostają zakazane. Uzmysławiając nam opresyjność świata libertynów Pasolini wytyka tym samym przywary systemu faszystowskiego, który – fakt, znajduje się po zupełnie innej stronie moralnej barykady – niemniej jest w swoich przekonaniach tak samo skrajny, jak chore fantazje libertynów. Pasolini sprytnie wykorzystuje mechanizm, który w charakterystycznym dla siebie, ironicznym stylu skomentował rok wcześniej Luis Buñuel. Jego Widmo wolności również przedstawia świat na opak. W imię wyzwolenia od zasad hamujących pragnienia jednostki wszystko ulega przewartościowaniu. Finał filmu nie pozostawia jednak złudzeń co do tego, że pozorne oswobodzenie jest jedynie zmianą systemu zakazów oraz nakazów. Klamrą spina Widmo wolności okrzyk „niech żyją kajdany”. Początkowo można traktować go jako kolejny absurdalny żart Hiszpana, niemniej gdy usłyszymy go ponownie, zrozumiemy, że śmiać nie ma się z czego. W podobną pułapkę wpadają libertyni z Salò, którzy w pogoni za realizacją pragnień stają się ich niewolnikami. Niczym nieskrępowanej wolności wciąż brak, zmieniły się jedynie kajdany. Pasolini mówiąc o de Sadzie językiem poststrukturalistów zmaga się zatem z problematyką prawa jednostki do wolności. Wielka szkoda, że sens jego refleksji ginie wśród kolejnych scen upodlenia oraz wulgarnych i głupiutkich opowiastek podstarzałych prostytutek. Ten film jedynie delikatnie porusza przytoczone powyżej tematy. Na głębszą analizę problemu najzwyczajniej brak mu miejsca, ponieważ marnotrawione jest ono na nic nie wnoszące mnożenie kolejnych okropności, które owszem, mogły szokować, ale nic ponad to. Późny okres twórczości Włocha idealnie podsumował niezastąpiony Jerzy Płażewski, który zauważył, że „w poszukiwaniu formuły masowego spektaklu zagubiły się medytacje Pasoliniego nad głównymi sporami ideowymi epoki”. Nic dodać, nic ująć. W przypadku Salò Pasolini-intelektualista i myśliciel dogorywa przygnieciony przez demony własnej wyobraźni. To samo spotkało niegdyś de Sade’a, który spisywał swój manuskrypt pomiędzy wilgotnymi murami Bastylii.
Bohatera poznajemy w momencie, gdy skończył realizację skandalizującego Salo, czyli 120 dni Sodomy i przymierza się już do prac nad nowym filmem. Spotyka młodego chłopaka, którego zabiera na plażę w Ostii. Feralna podróż kończy się tragiczną śmiercią reżysera. Wbrew oczekiwaniom niektórych Ferrara nie zajmuje się teoriami spiskowymi krążącymi wokół tego wydarzenia. Swoim zwyczajem łączy sacrum z profanum i przedstawia Pasoliniego jako autodestrukcyjnego geniusza i świeckiego męczennika. Sekwencje z życia tytułowego bohatera mieszają się na ekranie ze scenami inspirowanymi jego niedokończonym scenariuszem "–Porno-Teo-Kolossal". W Pasolinim pojawia się także grono dawnych współpracowników reżysera, z gwiazdą wielu jego filmów Ninetto Davolim na czele. Data utworzenia: 18 marca 2016 16:58 To również Cię zainteresuje Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Znajdziecie je tutaj.
salo czyli 120 dni zwiastun